Wywiad · Fundacja Instytut Mikromakro
OZE z tyłu sklepu, czyli pochwała racjonalności
O nasyceniu rynku fotowoltaiki, magazynach energii, pompach ciepła, mitach wokół samowystarczalnych wiosek energetycznych i o tym, dlaczego ocieplenie domu ważniejsze jest od panelu na dachu — z Dawidem Reutowiczem, prezesem zarządu Smart EPC sp. z o.o., rozmawia Sławomir Kosieliński, prezes Fundacji Instytut Mikromakro.
Rynek się nasycił, sieć nie nadąża
Dawidzie, jaka jest obecnie sytuacja na rynku paneli fotowoltaicznych, a szerzej — na rynku OZE? W którym miejscu jesteśmy?
Widzimy pewne nasycenie rynku instalacjami fotowoltaicznymi. Wynika ono głównie z ograniczonych możliwości odebrania tej energii przez sieć elektroenergetyczną. Nowe instalacje przyłączane są dziś przede wszystkim w przedsiębiorstwach, które mają możliwość autokonsumpcji, czyli zużywają wyprodukowaną energię na miejscu, bez oddawania jej do sieci. Albo są to instalacje wyposażone w magazyn energii elektrycznej, który pozwala rozłożyć konsumpcję w czasie, a nie tylko w godzinach generacji zależnej od pogody.
Zatrzymajmy się przy podstawach. Gdy zaczynałem pisać o fotowoltaice, myślało się o prądzie ze słońca tak jak o energii z węgla: im więcej, tym lepiej, najlepiej na skalę przemysłową. Co w tym myśleniu było błędne?
Fotowoltaika przetwarza energię promieniowania słonecznego na energię elektryczną, więc produkcja zależy od nasłonecznienia. Podlegamy tu dwóm cyklom. Pierwszy to sezonowość: około 70 procent rocznej produkcji z instalacji fotowoltaicznych przypada między marcem a wrześniem. Drugi to cykl dobowy — produkujemy wtedy, kiedy świeci słońce, a w nocy produkcja wynosi zero.
Żeby to zobrazować: instalacja fotowoltaiczna o mocy jednego megawata wyprodukuje w Polsce statystycznie około 1000 megawatogodzin rocznie, czyli jedną gigawatogodzinę. Tymczasem blok węglowy czy gazowy o tej samej mocy, pracujący w podstawie — w tak zwanym pasku, w trybie ciągłym, przyjmijmy 8000 godzin w roku — wyprodukuje 8000 megawatogodzin. Ta sama moc zainstalowana, a osiem razy więcej energii. I tu pojawia się cały problem, bo zapotrzebowanie sieci ma swoją charakterystykę — wynikającą z pracy zakładów przemysłowych, biznesu, gospodarstw domowych — i nie pokrywa się jeden do jednego z cyklem pogodowym, któremu podlega fotowoltaika czy turbiny wiatrowe.
Są jednak procesy, które dobrze się z tym cyklem składają.
Tak, są procesy wykazujące dużą synergię, na przykład chłodnictwo. Im większe nasłonecznienie, tym więcej energii pobiera mroźnia czy magazyn chłodniczy — i tym więcej w tym samym czasie produkuje fotowoltaika. Profile produkcji i konsumpcji w dużym stopniu się nakładają. Dlatego w sieciach handlowych takich jak Biedronka, Dino czy Lidl, gdzie największa konsumpcja przypada na procesy chłodnicze, większość obiektów została już wyposażona w instalacje fotowoltaiczne. Przy dobrze dobranej instalacji autokonsumpcja sięga tam dziewięćdziesięciu paru procent.
Biedronek jest w Polsce około czterech tysięcy. Skoro autokonsumpcja jest tak wysoka, to czy takie obiekty w ogóle potrzebują magazynów energii?
Przy standardowych instalacjach, poniżej 50 kilowatów mocy szczytowej, i tak wysokiej autokonsumpcji magazyn nie jest potrzebny. Ale spójrzmy na kontrprzykłady. Szkoła podstawowa czy liceum: w lipcu i sierpniu, czyli w okresie największej produkcji, obiekt praktycznie stoi, zapotrzebowanie na energię jest znikome. Albo oświetlenie uliczne — w skali miasta to spory koszt, a z produkcją z fotowoltaiki nie nakłada się praktycznie wcale. Tu już musielibyśmy korzystać z magazynów energii. Najpopularniejsze są baterie litowo-jonowe, ze względu na rozpowszechnienie tej technologii w zastosowaniach mobilnych. Choć jeśli mówimy o największym wolumenie energii przechowywanej na świecie, to są nim elektrownie szczytowo-pompowe — tyle że takiej elektrowni dla niewielkiego obiektu w mieście sobie nie wybudujemy.
Magazyn dobowy tak, sezonowy — nie
Czyli idea jest prosta: świeci słońce, pobieramy prąd, nadwyżkę wrzucamy do magazynu i korzystamy z niej wieczorem.
Tak, tylko pamiętajmy, że cały czas mówimy o magazynowaniu dobowym. Na dziś nie dysponujemy technologią, która w sposób ekonomicznie uzasadniony magazynowałaby energię sezonowo.
Nie wytrzyma?
Technologicznie możemy oczywiście naładować magazyn latem i rozładować go jesienią czy zimą, z jakąś sprawnością tę energię odzyskamy. Chodzi o ekonomię. Magazyn energii to drogie urządzenie, które musi się spłacić. Przy cyklach dobowych mamy 365 cykli ładowania i rozładowania w roku. Jeśli natomiast kupujemy urządzenie i ładujemy je raz na sezon, to okres spłaty będzie dłuższy niż gwarancja na to urządzenie. Nikt takiej inwestycji nie poczyni, bo będzie ekonomicznie niezasadna. Żeby magazynować sezonowo, musielibyśmy mieć bardzo tani system o dużej sprawności, przechowujący duże wolumeny energii. Takich rozwiązań, ekonomicznie uzasadnionych, dziś nie ma. Powstają instalacje wodorowe, magazyny bateryjne, rozwiązania grawitacyjne, elektrownie szczytowo-pompowe — ale to wciąż nie są wolumeny, które sezonowo zmieniłyby matematykę produkcji i konsumpcji.
Pompa ciepła i rachunki grozy
Wielu ludzi postawiło na duet: pompa ciepła plus fotowoltaika. Wydawało się to rozsądne, a potem zacząłem czytać o rachunkach grozy. O co tu chodzi?
Zacznijmy od tego, że synergia pompy ciepła z fotowoltaiką jest niska. Pompa ma ogrzewać dom przede wszystkim zimą, a 70 procent produkcji z fotowoltaiki mamy w drugim i trzecim kwartale roku. Można sobie mówić, że budujemy dom z pompą ciepła i magazynem energii i będziemy samowystarczalni — niestety, to nieprawda. Nawet z magazynem dobowym nie jesteśmy w stanie zimą zasilić pompy ciepła z własnej fotowoltaiki. Co innego klimatyzacja: im mocniej świeci słońce, tym cieplej w domu i tym więcej produkuje instalacja — produkcja i konsumpcja następują mniej więcej w tym samym czasie, więc klimatyzację można zasilać z fotowoltaiki praktycznie bezpośrednio.
A skąd różnice między samymi pompami? Kiedyś byłem przekonany, że pompa ciepła to rura wpuszczona głęboko w ziemię przy budowie domu i właściwie działa sama z siebie.
To, o czym mówisz, to gruntowa pompa ciepła. Pompa musi mieć swoje dolne źródło ciepła — w tym wypadku, w cudzysłowie, pompujemy ciepło z gruntu. Poniżej strefy przemarzania grunt ma temperaturę dodatnią, do obliczeń przyjmuje się około 5–10 stopni, niezależnie od mrozu na zewnątrz. Tyle że to rozwiązanie wymaga odwiertów: trzeba mieć trochę placu, musi przyjechać wiertnica, nawiercić odpowiednią liczbę studni, wprowadzić wymienniki. To koszty. Tańsza inwestycyjnie jest pompa typu powietrznego, gdzie dolnym źródłem jest powietrze atmosferyczne. Problem w tym, że korzystamy z niej głównie wtedy, gdy temperatura powietrza spada w okolice zera albo poniżej — a wtedy sprawność takiej pompy wyraźnie spada i potrzebujemy dużo więcej energii elektrycznej, by uzyskać tę samą ilość ciepła. Poniżej pewnej temperatury dogrzewają nas wręcz grzałki elektryczne. Oba rozwiązania konsumują prąd właśnie przy niskich temperaturach, ale różnica sprawności między nimi jest duża.
A rachunki grozy?
Biorą się najczęściej stąd, że montuje się pompę ciepła — albo nawet kocioł gazowy — w typowym, nieocieplonym domu z czasów późnego PRL-u. Koszty utrzymania takiego budynku będą bardzo wysokie niezależnie od źródła. Dlatego jeśli mówimy o nowoczesnych źródłach ciepła w domu jednorodzinnym, to przede wszystkim zacznijmy od docieplenia budynku. Współczesne normy budowlane są już tak wyśrubowane — współczynniki przenikania ciepła okien i przegród, grubość izolacji — że nowe domy są z założenia półpasywne. W takich budynkach więcej energii zużywamy na podgrzewanie wody użytkowej niż na ogrzewanie.
Czyli algorytm na własną energię brzmi: najpierw audyt energetyczny, potem ocieplenie, dopiero na końcu wybór źródła — fotowoltaika, pompa, jakieś połączenie.
Zgadza się. Z jednym zastrzeżeniem co do wiatraków. Jeśli ktoś mieszka w szeregowcu czy bliźniaku, to żeby takie urządzenie działało, musi mieć określone rozmiary i wysokość, a do tego generuje hałas — sąsiad może być niezadowolony. Fotowoltaika jest pod tym względem bezinwazyjna, wiatrak nie wszędzie ma zastosowanie. Małych turbin — o osi pionowej, poziomej, jakich tylko nie wymyślono — było multum i żadna się nie spłaca, między innymi z uwagi na niską prędkość wiatru w terenach zurbanizowanych. Zresztą warunki wiatrowe w większości kraju są słabe. Na terenach nadmorskich czy w górach — jasne. Ale w środkowej Polsce, żeby wiatrak miał sens ekonomiczny, musi mieć ponad 100, jak nie 200 metrów wysokości. To już nie są instalacje dla domów jednorodzinnych, tylko wielkie turbiny podłączane praktycznie na poziomie sieci elektroenergetycznej.
Wioska energetyczna, czyli z kim się połączyć
Jestem ogromnym fanem spółdzielni energetycznych. Kibicowałem im jeszcze około 2017–2018 roku, a potem jakby zniknęły mi z radaru. Czy idea samowystarczalnej wioski energetycznej w ogóle ma sens?
Da się takie wioski zaprojektować — mieliśmy nawet kiedyś zapytanie o całe nowe osiedle. Tyle że według mojej najlepszej wiedzy nie da się uniknąć jakiegoś stałego źródła energii elektrycznej i ciepła. Czytaj: nie fotowoltaiki i nie wiatru. Ludzie, mimo najszczerszych deklaracji, nie zaakceptują tego, że zimą albo w nocy nie będzie prądu, bo nie świeci słońce. Na poziomie deklaratywnym wszyscy są za OZE, ale każdy chce mieć prąd i ciepło wtedy, kiedy tego oczekuje, a nie kiedy pozwala pogoda. Ten rozjazd między deklaracjami a oczekiwaniami jest bardzo duży.
To co byś racjonalnie zaproponował samorządowcom czy mieszkańcom, którzy chcą budować niezależne energetycznie osiedle?
Podam przykład: kogeneracja gazowa, czyli silnik tłokowy produkujący energię elektryczną i ciepło z całkiem przyzwoitą sprawnością — ale zasilany gazem z sieci. Czy to spełnia kryteria niezależności? Jeśli ktoś nie chce gazu sieciowego, źródłem gazu może być biogazownia rolnicza. Standardowe w Polsce rozmiary, związane z wymogami formalnymi, to pół megawata do megawata — takim źródłem jesteśmy w stanie zasilić osiedle. Ale ono musi funkcjonować w sąsiedztwie tej biogazowni. Współczesne biogazownie rolnicze, dobrze zaprojektowane i obsługiwane, nie generują odorów — a mimo to wiemy, ile protestów społecznych wywołują tego typu inwestycje. Powiem po amerykańsku: not in my backyard. Każdy mówi OZE — tak, ale gdy biogazownia miałaby powstać w moim sąsiedztwie, będę pierwszym, który ją oprotestuje.
Dobrze, ale załóżmy wariant czysto fotowoltaiczny. Mój dom stoi od północnego zachodu, sąsiada od południa, razem mamy ładną powierzchnię dachu i obaj mamy instalacje. A teraz łączy się cała wieś — kilkudziesięciu sąsiadów, którzy się lubią — w jedną wioskę energetyczną.
Sławku, tylko że to, że się lubicie i połączycie, w przypadku instalacji fotowoltaicznych niewiele daje. Wszyscy macie ten sam profil produkcji. Żeby to miało sens, musielibyście się połączyć kablem z domami po drugiej stronie globu — wtedy rzeczywiście oni produkowaliby w innym czasie niż wy. A tak: największa produkcja przypada od maja do września około godziny dwunastej, kiedy wszyscy jesteście w pracy. I co z tym prądem ma się wydarzyć? Zostanie oddany do sieci, chyba że macie magazyn. Samo połączenie nie zmienia sytuacji. Racjonalnie — i to jest dziś faworyzowane — należy dobierać urządzenia OZE do profilu zapotrzebowania danego obiektu. Jeśli chcemy zasilić chłodnię, fotowoltaika będzie świetnym źródłem: nie da samowystarczalności, ale zapewni wysoką autokonsumpcję i nie będziemy wypychać energii do sieci.
A samochód elektryczny jako magazyn energii? To była kolejna idea, którą żyłem przez lata.
No dobrze, tylko żeby to działało, samochód musiałby stać w domu w godzinach produkcji z fotowoltaiki, ładować się w dzień, a wieczorem oddawać energię. Jeśli auto ma tylko stać w garażu i robić za magazyn, to można kupić sam magazyn — po co mu kółka? Natomiast ciekawa była wizja Tesli dotycząca drugiego życia baterii. Baterie litowo-jonowe wraz z liczbą cykli pracy tracą pojemność. Kiedy bateria jest nowa, wykorzystujemy ją w zastosowaniach mobilnych. Gdy po kilku latach jazdy zostaje jej 50–60 procent pojemności i zasięg spada z 300 do 150 kilometrów, zaczyna to przeszkadzać — więc wyciągamy ją z samochodu i montujemy w domu jako magazyn stacjonarny. Tam mniejsza pojemność w przeliczeniu na masę nie jest żadnym problemem.
Miks krajowy: pytanie nie „co”, tylko „kiedy”
Przejdźmy na poziom krajowy. Co zmieni w miksie energetycznym wprowadzenie energetyki jądrowej?
Widziałem strategie energetyczne sprzed kilku lat i projekty ich aktualizacji. Zakładana jest likwidacja źródeł opartych o węgiel kamienny i brunatny, w dość krótkim czasie, gdzieś w okolicach lat trzydziestych generacja z węgla miała być już mocno ograniczona. Zastępować ją mają OZE, gaz — i to się właśnie dzieje, w Polsce buduje się dużo źródeł energii i ciepła opartych o gaz sieciowy — oraz atom. Tyle że żyjemy w dużej dynamice geopolitycznej i te założenia już kilka razy się zdezaktualizowały. Spójrzmy na przykład niemiecki: mnóstwo przemysłu oparto o tani gaz z Rosji i nagle tego źródła nie ma, trzeba z dnia na dzień przeprojektować strategię. Podobnie u nas — cele, które nam wcześniej przyświecały, jak redukcja emisji CO2, muszą się zmierzyć z tym, że niezależność i stabilność dostaw energii może być zaraz tematem najważniejszym. Energia jest tak kluczowym zasobem dla kraju, że musi spełniać wiele założeń, nie tylko klimatycznych.
A co do atomu: ty pytasz, co on zmieni, a ja pytam — kiedy my go wybudujemy? W energetyce czas odliczamy w pięciolatkach, to nie są rzeczy, które można szybko zmienić. Fotowoltaikę można zbudować szybko, ale — jak już powiedzieliśmy — nie jest to źródło, na którym można oprzeć całą energetykę. Potrzebujemy stabilnego, ciągłego źródła energii elektrycznej i ciepła, i energetyka atomowa jest tu jak najbardziej mile widziana. Pytanie tylko, kiedy powstanie. Ile lat już o tym mówimy?
Cena prądu z elektrowni jądrowej spadnie „na pstryk”?
Akurat regulacyjność nie jest atutem ani elektrowni węglowych, ani atomowych. Za duża ilość fotowoltaiki w miesiącach letnich powoduje, że źródła pracujące w podstawie — dziś w Polsce głównie węglowe — mają problem, bo elektrownię węglową ciężko na kilka godzin w ciągu doby wyłączyć. To duże urządzenia, które mają swoje lata i nie były projektowane na taką elastyczność. Elektrownie gazowe dużo łatwiej włączać i wyłączać — i takie właśnie było założenie energetyki niemieckiej: dużo OZE, czytaj fotowoltaiki i wiatru, plus gaz. I nie zapominajmy o biogazowniach: w Niemczech, jeśli dobrze pamiętam, około 10 procent energii elektrycznej produkuje biomasa, działa tam ponad 10 tysięcy biogazowni, podczas gdy w Polsce — kilkaset. A to bardzo fajne, dość stabilne źródło energii elektrycznej i ciepła.
Przedsiębiorca, który mówi klientowi prawdę
Spróbuję odgadnąć twój stan ducha. Jesteś przedsiębiorcą, zarabiasz na OZE, a jednak masz na tyle odwagi i uczciwości, że mówisz klientowi, kiedy mu się to opłaca.
Mamy dwa typy klientów. Jedni to klienci z przetargów, w głównej mierze publicznych — oni nie pytają nas o zasadność inwestycji, tylko specyfikują urządzenia, które mamy dostarczyć; proces decyzyjny został już przeprowadzony, zanim ogłoszono przetarg. Drudzy to klienci prywatni, którzy decyzje podejmują praktycznie wyłącznie w oparciu o arkusz finansowy. Z tymi drugimi jest więcej rozmów — rynek energetyczny jest niestabilny, ceny energii są takie, jakie są, i dużo ciężej podejmuje się decyzje o inwestycjach, których okres zwrotu liczy się w latach. Przed wybuchem wojny na Ukrainie gaz kosztował 80–90 złotych za megawatogodzinę, w pierwszej fazie wojny cena wzrosła do 800 złotych — niemal dziesięciokrotnie. Urząd Regulacji Energetyki osłania klienta indywidualnego, więc te wahania nie przekładają się jeden do jednego na rachunki, ale na giełdzie widać zmienność praktycznie nie do przewidzenia, bo wpływa na nią geopolityka.
Co ciekawe, klienci na poziomie jednostek samorządu terytorialnego — spółki miejskie — są ostrożni i coraz częściej wprowadzają układy wielopaliwowe. Byliśmy przy projekcie, gdzie ciepłownia z istniejącymi kotłami węglowymi dokłada kocioł na zrębkę drzewną, czyli biomasę, i rozważa zabudowę kogeneracji gazowej. Trzy rodzaje paliw w jednym obiekcie. To o czymś świadczy: na tym poziomie nie do końca wiadomo, co przyniesie przyszłość i na jakie paliwo postawić. Samorządy coraz częściej patrzą też na paliwo dostępne w okolicy — i uważam, że to dobry trend.
Czyli sporo fotowoltaiki nie rozwiąże sprawy?
Nawet jeśli na każdym domu jednorodzinnym w Polsce zamontujemy instalację fotowoltaiczną, w żaden sposób nie rozwiąże to naszych problemów z zapotrzebowaniem na energię w nocy czy zimą. Może tu właśnie leży kwestia niezrozumienia.
Szukam słowa podsumowującego naszą rozmowę.
Racjonalność, Sławku. Racjonalność.
Racjonalny realista na rynku OZE.
Do bólu. Świetnym przykładem takiej racjonalności są Chiny: budują dużo fotowoltaiki, dużo źródeł wiatrowych, elektrownie atomowe — i równocześnie bardzo dużo elektrowni węglowych, a kolejne są w trakcie budowy. Budują wszystko. Nie są doktrynalnie ograniczeni do określonych rozwiązań, patrzą na energetykę bardzo pragmatycznie. I taki pragmatyzm, taki realizm, również nam zalecam.
Dawid Reutowicz — prezes zarządu Smart EPC sp. z o.o., firmy projektującej i realizującej instalacje OZE, magazyny energii oraz układy kogeneracyjne dla klientów przemysłowych, samorządowych i prywatnych.
Rozmowa odbyła się
Partner konkurencji · XIII Droniada Challenge 2026
Ogień i Woda — konkurencja pod patronatem Smart EPC
Firma naszego rozmówcy, Smart EPC sp. z o.o., była patronem konkurencji „Ogień i Woda” podczas XIII Droniada Challenge 2026 (lotnisko Gliwice-EPGL, 9–13 czerwca 2026) — jednej z sześciu konkurencji powietrznych tej edycji pod hasłem „Droniada goes military!”. To praktyczny pokaz technologii dual-use: drużyny wykonują dronem inspekcję stanu paneli fotowoltaicznych, a z użyciem sztucznej inteligencji i sensoryki akustycznej wykrywają oraz lokalizują ślady dźwiękowe — odgłosy działań bojowych i sytuacji kryzysowych emitowane z rozstawionych w terenie głośników. Energetyczny wątek nie jest przypadkowy: inspekcja instalacji PV, o których opowiada Dawid Reutowicz, spina rozmowę z konkursem, którego patronem była Smart EPC.
Zwycięzca
Robotycy & Kino — Studenckie Koło Naukowe Robotyków, Politechnika Łódzka
Spółka Smart EPC uhonorowała ich sukces zaproszeniem na płatny staż.
Aneks
Energetyka w liczbach
stan: czerwiec 2026
Cztery zestawy danych, które osadzają rozmowę w aktualnych liczbach: skąd Polska ma dziś prąd, ile energii odnawialnej produkuje Europa, kiedy w polskiej sieci dominuje zielona energia, a kiedy węgiel — oraz jak wygląda miks na świecie.
Skąd Polska ma prąd?
56,3% węgiel kamienny i brunatny · ~31,5% OZE (PSE, kwiecień 2026)
Według danych PSE w kwietniu 2026 r. (ostatni pełny miesiąc raportowany przed publikacją) węgiel kamienny i brunatny dały łącznie 56,3% produkcji, a OZE — około 31,5%. Sezonowość, o której mówi Dawid Reutowicz, widać jak na dłoni: w czerwcu 2025 r. OZE po raz pierwszy w historii miesiąca wyprzedziły węgiel, a 20 maja 2026 r. sama fotowoltaika pracowała z mocą odpowiadającą ok. 74% krajowego zapotrzebowania. Na koniec 2025 r. OZE stanowiły już połowę mocy zainstalowanej w kraju (37,8 GW), ale 31,4% rocznej produkcji — to praktyczna ilustracja różnicy między mocą a energią z wywiadu.
Europa: prawie połowa prądu z OZE
47% OZE w UE · wiatr i słońce (30%) > paliwa kopalne (29%)
W 2025 r. odnawialne źródła wytworzyły 47% energii elektrycznej w UE (Eurostat), a wiatr i słońce łącznie (30%) po raz pierwszy wyprzedziły wszystkie paliwa kopalne razem wzięte (29%) — w 14 z 27 krajów członkowskich. Sama fotowoltaika dała rekordowe 369 TWh, więcej niż węgiel i hydroenergetyka. Polska, z wynikiem ok. 31%, pozostaje wyraźnie poniżej średniej unijnej, ale dystans szybko maleje — według prognozy IEA przekroczymy 50% przed 2030 r.
Zielone i czarne dni
296,7 GWh OZE „uciętej” (I kw. 2026) · 27,7 GW rekordu zimą
Te same miesiące, dwa różne systemy. Wiosną i latem, w słoneczne południa, OZE potrafią zdominować sieć do tego stopnia, że operator przymusowo ogranicza ich produkcję (296,7 GWh „uciętej” energii tylko w I kwartale 2026 r.). Zimą, podczas styczniowych i lutowych mrozów 2026 r., gdy padły historyczne rekordy zapotrzebowania (27,7 GW), system opierał się w połowie lub więcej na węglu. To dokładnie ten rozjazd profilu produkcji i konsumpcji, o którym mowa w wywiadzie.
Świat: OZE wyprzedziły węgiel
33,8% OZE > 33,0% węgiel (globalny miks elektroenergetyczny)
Według Ember w 2025 r. OZE (33,8%) po raz pierwszy od ponad stu lat wyprzedziły węgiel (33,0%) w globalnym miksie elektroenergetycznym, a słońce i wiatr pokryły 99% wzrostu światowego zapotrzebowania. Przykłady stuprocentowo zielonych sieci potwierdzają jednak tezę rozmówcy: to kraje z dużą, stabilną hydroenergetyką lub geotermią (Norwegia, Islandia, Kostaryka, Paragwaj) albo epizody liczone w godzinach i dniach (Portugalia, Dania, Australia Południowa) — wciąż nie całoroczna norma dla systemów opartych na wietrze i słońcu. Co ciekawe, Chiny — przywołane w wywiadzie jako wzór pragmatyzmu — odpowiadają za ponad połowę światowego przyrostu fotowoltaiki, a 2025 r. był pierwszym od dekady, w którym ich produkcja energii z paliw kopalnych spadła.
Realizm w liczbach
Trzeba jednak zachować proporcje. To, że OZE wyprzedziły węgiel, dotyczy miksu elektroenergetycznego — czyli udziałów. W liczbach bezwzględnych świat wciąż przyspiesza: globalna konsumpcja węgla rosła w 2025 r. trzeci rok z rzędu, do rekordowych 8,85 mld ton (IEA, Coal 2025), a światowe emisje CO2 związane z energią pobiły kolejny rekord — blisko 38,4 mld ton (IEA, Global Energy Review 2026). Zielona energia rośnie najszybciej ze wszystkich źródeł, ale jeszcze nie zdjęła ze świata zależności od paliw kopalnych. To dokładnie ten realizm, do którego namawia Dawid Reutowicz.
Źródła
- PSE / RynekElektryczny.pl, Produkcja energii elektrycznej w Polsce — kwiecień 2026 r.
- PSE, komunikat z 20.05.2026 o rekordzie generacji PV 14 565 MW (za: rynekelektryczny.pl, ecoekonomia.pl, GLOBEnergia)
- Forum Energii / Tauron Lepiej, dane o miksie za czerwiec 2025 r.; Forum Energii, Transformacja energetyczna w Polsce. Rocznik 2026
- ARE / GLOBEnergia, Miks energetyczny Polski w 2025 roku
- IEA, Electricity 2026: Analysis and forecast to 2030 (za: PAP Biznes)
- PSE / WysokieNapiecie.pl, rekordy zapotrzebowania KSE 09.01.2026 i 03.02.2026
- Eurostat, 47% of EU’s electricity came from renewables in 2025, 19.03.2026
- Ember, European Electricity Review 2026, styczeń 2026
- Ember, Global Electricity Review 2026, kwiecień 2026
- REN / Canary Media, Portugal just ran on 100% renewables for six days in a row, listopad 2023; Euronews, 12.02.2026
- IEA, Coal 2025 — Demand, grudzień 2025
- IEA, Global Energy Review 2026 — CO2 Emissions, kwiecień 2026